wtorek, 16 sierpnia 2011

Oni nie powinni się rozmnażać.

Ostatnio:
Wahania. Zostałem wahadłem. Podczas blisko miesięcznego pobytu na wsi, nieustannie zajmowałem myśl konsekwencjami życia.
Wychowanie dzieci. Bo co to jest, że matka pozwala na używanie wiatrówki jedenastoletniemu dziecku? Swojemu dziecku. W Polsce, wydawałoby się, że cywilizacja na wysokim poziomie. To co to jest? Bo byłem w domu przez jakiś czas i zdałem  sobie sprawę, że tam nie ma wychowania. Jest wyżywianie, ubieranie, utrzymywanie. Wychowania brak. Dzieci się pasie, bawi się (się!), względnie dba o bezpieczeństwo, ale tylko względnie. Wystarczy chwila błagań i już jedenastolatek, a wtedy jeszcze nawet dziesięciolatek, dostaje niebezpieczne narzędzie.
Przykładów żądasz?
-Proszę Dżesi: wiatrówka, wiertarka udarowa, kosiarka do trawy. To nie zabawki dziecka. Podobnie z edukacją. Pewne rzeczy trzeba nakazać, bo pewne rzeczy muszą być - tabliczka mnożenia, punktualność, sumienność. Dziecko nie może oddawać swojej pracy domowej matce, tylko dlatego, że zabrało się do niej po 21.00. Bo wcześniej Taniec z Gwiazdami. Niech się uczy samodzielności i planowania. Pobyt w domu zdruzgotał mnie. Wiem, że nieukierunkowanie zagubionego dziecka, prowadzi je do zguby.
Tak zajęty kontemplowaniem życia, zauważyłem kolejne sprawy. Mąż, Pies. Też trzeba go wychować. Ale to już się powtarza sytuacja z dzieckiem.
Tu inne przykłady: Jak mały i śliczny, to się z nim śpi, przytula, pozwala wchodzić na kanapę, karmi pod stołem, nie gani za sikanie w domu. No mały jeszcze jest. Pies rośnie, a w raz ze wzrostem masy ciała wzrastają, kierowane do niego, wymagania, nagle. Pies głupieje, już sam nie wie, co mu wolno i kiedy. W końcu przychodzi czas na elektryczną obrożę. Sama powiedz. Młodociani rodzice.
-Oczywiście nie muszę Ci tłumaczyć na czym ten cały ruch wahadłowy u mnie polega, nie? Mam takie huśtawki, że sam już nie wiem, czy chce mi się śmiać, czy płakać. A obie czynności powtarzają się, przecież, często. Papieros.



Wkrótce:
W chwili nagłego spadku mocy pomyślałem o stworzeniu na oko 10 ludowych, życiowych porad.
Pierwsza już jutro.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Umaluj usta, bo nigdy nic nie wiadomo.

Jest nieźle. Jest naprawdę dobrze. Cały siedzę spokojny, zrelaksowany. Prawda jest taka, że powodem jest jeszcze wypełniony portfel. Za kilka dni sytuacja ulegnie zmianie i poziom opowieści wzrośnie. Kłopot jednak w tym, że im bardziej pusty jest portfel, tym trudniej pozwolić sobie na butelkę wódki.
Słowem: pisanie kosztuje.

A teraz:
Dekadenckie popołudnia zamieniłem na bardziej aktywną formę spędzania czasu, (nadal) wolnego. Przez bardziej aktywną formę, mam na myśli maksymalne, dostępne dla mnie wysilenie mięśni - gra w badmintona i spacery do parku w pełnym ekwipunku sportowym. Nektarynki, książka, pól słonecznika, izotoniczne napoje, parówki. Nigdy nic nie wiadomo. Tak siedzimy, to znaczy gramy przez jakieś 3 godziny. Trzy godziny! Tak, i jest dobrze, nie szkodzi mi na zdrowie.
Komarów ani stłuczek nie ma wcale.


UWAGA 
Organizuję turniej badmintonowy.
Miejsce: Park Szczęśliwicki, Warszawa.
Terminy:
19-21. 08.2011
26-28. 08.2011 (lub inne, dowolne)
Jeśli ktoś jest chętny, to proszę o wiadomość.